W ostatniej edycji BP bielańscy urzędnicy bezprawnie odrzucili dopuszczenie ruchu rowerów pod prąd [zobacz >>>], ponieważ ich zdaniem skutkowałoby ubytkiem miejsc parkingowych. Jednocześnie dopuścili do głosowania projekt budowy ok. 40 miejsc parkingowych... na istniejącym trawniku. W promocji tego projektu posłużono się manipulacją.

Parkowanie równiejsze wśród równych

Uznano, że projekt spełnia wszystkie kryteria. W karcie weryfikacji nie wpisano jakichkolwiek zastrzeżeń. Choć nowy obiekt wymagałby pozwolenia na budowę, projektu budowlanego oraz projektu organizacji ruchu, nie dopatrzono się zagrożeń dla realizacji w ciągu jednego roku, jak w przypadku kontraruchu [zobacz >>>]. Likwidację ok. 300 m2 trawnika uznano za zgodną z przyjętymi programami i strategiami m.st. Warszawy. Ale strata trawnika to nie jedyny problem.

Jak wynika ze szkicu lokalizacji zawartego w opisie projektu, znaczna część parkingu miałaby znajdować się pod koronami drzew. Budowa zapewne uszkodziłaby ich korzenie. Karta weryfikacji o takim ryzyku nie wspomina.

Promocyjna manipulacja

W czasie głosowania autorzy projektu bardzo zaangażowali się w jego promocję. Do skrzynek w okolicznych budynkach trafiły setki ulotek (obok fragment) zachęcających słownie i graficznie do głosowania na Eko parking na Wrzecionie. Zawarty w nich przekaz trudno jednak uznać za uczciwy.

Jako zachęty do poparcia użyto porównania stanu istniejącego (zdjęcie zimą)...

… z wizją przedstawioną w taki sposób. To obraz innego miejsca, z raptem dwoma samochodami, w porze letniej i otoczonego inną, bujną zielenią.

Dlaczego stan istniejący pokazano w czasie spoczynku zimowego, a nie bujnej wegetacji, jak wizję stanu docelowego? Latem to samo miejsce nie tylko nie ustępuje przeciętnym stołecznym trawnikom, ale jak na trawnik zacieniony drzewami i blokami wygląda wyjątkowo dobrze.

Naciągane cele

W opisie projektu czytamy, że jego celem oprócz stworzenia ok. 40 miejsc parkingowych jest zagospodarowanie terenu bezpośrednio przyległego do parkingu. Nie wspomniano, że teren ten już jest zagospodarowany jako zadrzewiony trawnik (co doskonale widać na ostatnim zdjęciu) i żadnego zagospodarowania nie wymaga.

Pozwoli to, w przyszłości, na zlikwidowanie "dzikiego parkowania" na okolicznych podwórkach, drogach przeciwpożarowych i dojściach do placów zabaw, a przede wszystkim zwiększy to bezpieczeństwo okolicznych mieszkańców poruszających się po chodnikach, na których parkują samochody. – piszą autorzy. Nie precyzują jednak, kiedy można się spodziewać likwidacji owego dzikiego parkowania. Czy tym ostatnim nie powinny zająć się służby porządkowe już dzisiaj, zanim doprowadzi ono do wypadku albo zablokowania dojazdu służb ratunkowych?

Ukryte konsekwencje

Można dyskutować z nazwaniem proponowanego przedsięwzięcia ,,eko parkingiem'' i założeniem, że będzie on równie zielony jak trawnik. Wiele samochodów nie odjeżdża spod domów codziennie, ale np. tylko na weekendy. A więc wizualnie teren, na którym parkują, przez większość czasu jest wystawą karoserii. A trawa wysiana w betonowych prefabrykatach nie tylko nie jest pełnowartościową zielenią, ale może zamierać z braku światła i ,,nawożenia'' substancjami ropopochodnymi.

Autorzy przewidzieli nasadzenie krzewów, ale przemilczeli, że większość planowanego parkingu ma powstać kosztem obecnej zieleni. Nie wskazali wprost, że pod „zerwaniem istniejącej nawierzchni” kryje się głównie zerwanie trawnika. Nie jest to uczciwe w stosunku do elektoratu BP. A jeszcze większe zdziwienie budzi przeoczenie tego faktu przez zespół dzielnicowy i urzędników weryfikujących projekt. Opis projektu nie powinien pomijać tak istotnych następstw planowanych działań. Szkoda, że zabrakło w tym przypadku weryfikacyjnej dociekliwości, której w nadmiarze doświadczyli autorzy innych pogrzebanych projektów, np. przy Podleśnej [zobacz >>>] i Raszyńskiej [zobacz >>>].

A może zamiast mamić społeczeństwo obietnicami wpływu na otoczenie poprzez budżet partycypacyjny uczciwiej byłoby wpisać do jego regulaminu, że parkowanie samochodów jest ważniejsze niż wszelkie inne potrzeby i propozycje i korzysta ze specjalnych praw przy weryfikacji? A inne pomysły podejrzane o negatywny wpływ na parkowanie podlegają odrzuceniu?

Post scriptum

Całkowity koszt projektu Eko parking na Wrzecionie oszacowano na 250 000 zł. W głosowaniu nie zdobył wystarczającej liczby głosów.

Na łamach dzisiejszej Gazety Stołecznej burmistrz Mokotowa wytyka ,,lobby rowerowemu” nadawanie projektom do BP ,,sprytnych tytułów” (jak np. „Bezpieczna ulica”), co nazywa oszukiwaniem ludzi. O ile udogodnienia prorowerowe uspokajające ruch na ogół poprawiają bezpieczeństwo na drodze, więc nie ma sprzeczności w nazywaniu ich bezpieczną ulicą, o tyle refleksja na temat rzetelnego informowania o zakresie projektów zasługuje na uwagę.